teksty krytyczne:



Monika Branicka
Zorka

Małgorzata Butterwick
Kartka z podróży


Piotr Stasiowski
Ćwiczenia z cierpliwości

Andrzej Szczerski
Prywatność
...

Ewa M.Tatar
Oniryczny subiektywizm


Ewa M. Tatar
W co się bawią dziewczyny



strona główna

 
   



Monika Branicka
Zorka Wollny - wpis do zbioru "Nowe Zjawiska z Sztuce Polskiej"


Interesuje mnie rola - jej dwoistość - to, jakie miejsce ustanawia jednostce w społeczeństwie i w jakiej relacji pozostaje z "byciem sobą", z odczuwaniem autentyczności - deklaruje Zorka Wollny. Artystka w najprostszych czynnościach szuka granicy między indywidualnością a narzuconą rolą, tym, co prywatne, a tym, co sztuczne. Odnajduje momenty, w których porzucamy siebie i mniej lub bardziej świadomie zaczynamy grać; od zwykłego poprawiania makijażu, który ma zaprezentować nasze "lepsze ja" (Malowanie, 2003) po chwile, kiedy naszymi zachowaniami kierują normy społeczne, zwyczaje lub po prostu architektura.
Uleganiu temu, co zewnętrzne i obrony tego, co własne dotyczyła praca Mieszkam w IKEA (2004). Artystka na tydzień wyprowadziła się do sklepu Ikea, spełniając typowe marzenia o przytulnym gniazdku. Oglądała telewizję, pisała, jadła kanapki. Z czasem wymuskany domek z katalogu zaczął nosić ślady zamieszkania. Pojawiło się nieprzewidziana przez designerów indywidualność: rzucone ubrania, okruchy, pasta do zębów na lustrze. Zabroniła obsłudze sklepu sprzątać w "jej domu", zaznaczała swoje kąty, przestawiała sprzęty. Klienci sklepu starali się ukryć zdziwienie, innych niepokoił widok kobiety śpiącej w sklepie, jakaś klientka czuła, że weszła do czyjegoś domu. Wollny pokazała proces oswajania i intymności, którą wystawiła na pokaz. O prywatności i przestrzeni prywatnej mówiła też praca pokazana na wystawie Domowa atmosfera. To talia kart, w której zamiast tradycyjnych symboli artystka użyła elementów wyposażenia wnętrz: patelni, pralek, okien, ect, natomiast rewers ozdobiła ornamentem z dachówek. Każdy mógł sobie zbudować wymarzony (choć jakże nietrwały) domek. Na tej samej wystawie pokazała też film Ciocie (2004). Przy niedzielnym rosole dwie panie gawędzą, w tle szumi telewizor. Dopiero wsłuchanie się w dialog pozwoli dostrzec, że w monitorze siedzi trzeci uczestnik obiadu - Zorka: osoba publiczna i prywatna jednocześnie.
Relacji między intymnością a przestrzenią - zwłaszcza przestrzenią publiczną - dotyczył cykl filmów Sabanci (2005) nakręcony podczas pobytu na stypendium w Stambule. Na ekranie sale wykładowe i hole campusu. Puste, z grządkami krzeseł, szachownicą stołów w idealnym porządku. Po chwili na brzegu monitora coś się rusza, z wejścia wypada jakaś część odzieży, gdzie indziej widać rękę, fragment głowy, ze stopy spada but, w kącie kryje się para kochanków. W pustych wnętrzach jesteśmy my i oni, nieuchronnie wystawieni na widok publiczny. Zorka stawia nas w dwuznacznej sytuacji: czujemy zażenowanie, nie powinno tu być ani ich, ani nas. W tych przestrzeniach w ogóle nie powinno być nikogo, chyba same ze swoją sterylnością czują się najlepiej. Zorka pokazuje nieprzystawalność sfery prywatnej do publicznej: nie ma tu miejsca na intymność, jest nieprzewidziana, a nawet zabroniona. W cyklu Sabanci - odwrotnie niż Andy Warhol w filmie Sleep z 1963 r., - zamiast prywatność upubliczniać, Zorka o nią negocjuje, przywraca jej tajemnicę.
Artystka jest świetną obserwatorką. Materiałem jej prac są zachowania ludzi w wybranych miejscach, ich cykliczność a nawet rytualność. Uważnie je obserwuje a potem przepracowuje wraz z grupą performerów. Wszystko ma wpływ na to, jak się poruszamy i co mówimy, więc Zorka pokazuje ten spektakl. Nic nie jest niewinne: ani opresyjna architektura (np. holl jakiejś instytucji), ani dostojność miejsca (np. muzeum). Dla trzech różnych przestrzeni publicznych: klatki schodowej, holu i sali ekspozycyjnej Zorka stworzyła muzyczne i taneczne performance: Koncert na wysokie obcasy (Collegium Novum UJ, 2004), Koncertu na Landesmuseum (Münster, 2005, obydwa wspólnie z Anną Szwajgier) i Muzeum (Muzeum Narodowe w Krakowie, 2006). W Koncercie na wysokie obcasy w pustym wnętrzu o znakomitej akustyce "zagrały" kroki - stukot obcasów kilkunastu dziewczyn (kluczem są tu też skojarzenia genderowe, obcas jest symbolem kobiecości), w holu muzeum artystka uwidoczniła przestrzenie uczęszczane i puste, "grając" koncert na drzwi i ścieżki w architekturze, zaś w muzeum tancerki studiowały pozy, jakie widzowie przyjmują w kontakcie ze sztuką. Tak typowe, że część zwiedzających w ogóle się nie zorientowała, że obok trwa dodatkowy balet póz i gestów. W ten sposób Zorka analizuje też funkcje instytucji w ogóle.
Kształtowaniu prywatnych zachowań przez systemy (np. władzy) dotyczył też projekt Warsztaty gwizdania (2004), zrealizowane w ramach wystawy "Bezpieczeństwo i higienia pracy" w Instytucie Sztuki Wyspa. "Warsztaty gwizdania" nie mówiły o ludziach, ale o entuzjazmie sprzedawanym nam przez system. Był on obecny w PRL i jest teraz, w nowej, wspaniałej rzeczywistości pracy w McDonaldzie. Pokazuje, że system posiada metody narzucania emocji i stwarzania pozorów prywatności.Szuka tej autentyczności, która nie może nam zostać odebrana.
W swoich filmach i performance Zorka Wollny posługuje się kategoriami estetycznymi, malarskimi. Nawiązuje do koncepcji nowożytnych tableaux vivants tyle, że zamiast przenosić je w rzeczywistość, tłumaczy je na obraz video. Wspólnie z Romanem Dziadkiewiczem nawiązała do klasycznego gatunku malarstwa. Sfilmowała Martwe natury (2004), lecz nie te holenderskie, pełne symboli i pięknych przedmiotów, lecz te z pracowni malarstwa ASP w Krakowie: brudne szmaty, poobijane garnki i stare wiechcie. Czy te paskudztwa mogą być współczesnym vanitas? Wollny i Dziadkiewicz kompromitują gatunek, by zaraz ledwo zauważalnymi, drobnymi zabiegami: odfruwającą pokrywką czy rosnąca plamą i cieknącą wodą - go zrehabilitować. Tym gestem przywracają mu sens. Do malarstwa holenderskiego, wnętrz z ukrytą tajemnicą, jakie malowali np. Hendrick van der Burch nawiązuje też cykl Sabanci. Równie malarskie jest video Squash (2005). Kamera stoi za trójdzielną ścianą z szyby, dalej renesansowa, zbieżna perspektywa wnętrza. Zawodniczki wyglądają, jakby tańczyły. Ruszają się z gracją podkreślając estetyczność obrazu. Kontempluje piękno ciała i geometrii. Mówi: .narzuciła mi się sytuacja zamknięcia i bycia obserwowanym. Stanowisz spektakl. Chciałam zrobić taki ruchomy obraz, na którym masz czytelne podziały boiska obok siebie, na nich linie wyznaczające kort... (.) Chciałam w tę przestrzeń wprowadzić akcenty kolorowych sukienek i płynność ruchów dziewczyn. Malować nimi w kadrze. Myślałam o ramach, które będą to ujmować, a w nich o odbiciach, poruszających się kolorowych plamach. Klasyczne malarstwo.

Monika Branicka
2006



strona główna